… i dowiezieniu projektu, który naprawdę ma znaczenie.
Czasami dostajesz wiadomość, która trafia do Ciebie w idealnym momencie. Ale jeszcze rzadziej zdarza się, że… sam ją do siebie wysyłasz.
Z 10-letnim opóźnieniem.
Jakiś czas temau dotarł do mnie list od… mnie samego.
Z przeszłości.
Dokładnie sprzed dekady.
Projekt: „List do przyszłego siebie”
To była klasa maturalna.
Zwykła lekcja religii. Ksiądz powiedział:
„Napiszcie list do siebie za 10 lat. Zobaczymy, czy kiedyś do Was wróci.”
Nie wszyscy to zrobili – bo po co pisać coś, co może nigdy nie trafi do adresata?
Ale ja napisałem. Schowałem obawy i oczekiwania do koperty. Ksiądz zebrał listy… i przez kolejne 10 lat nie myślałem o tym więcej.
Aż do teraz.
Dlaczego ta historia ma znaczenie (nie tylko dla mnie)?
Bo to najlepszy przykład projektu długoterminowego, jaki kiedykolwiek zrealizowałem – chociaż wtedy nie wiedziałem, że to projekt.
Zobacz:
- Miał cel: zatrzymać chwilę, zobaczyć siebie za 10 lat.
- Miał strukturę: list, koperta, adresat.
- Miał intencję: wrócić do tego z refleksją.
- I co najważniejsze – został dowieziony.
Bo ktoś (ksiądz? organizator?) potraktował to poważnie. I dotrzymał słowa. Po dekadzie.
To więcej niż symbol. To manifestacja odpowiedzialności i wiary w intencję.
Co daje taka retrospektywa?
Czytając ten list, widziałem siebie z tamtego czasu:
- moje obawy,
- ludzi, którzy byli wtedy dla mnie ważni,
- ambicje, które już zdążyły się spełnić albo całkiem przedefiniować.
I jedno mnie uderzyło – dałem sobie szansę.
Wtedy – na napisanie tego listu.
Dziś – na zobaczenie, jak daleko doszedłem.
Co ma wspólnego list do siebie z zarządzaniem projektami?
Więcej niż się wydaje.
- Perspektywa długoterminowa – większość projektów traktujemy z perspektywy sprintów, kamieni milowych czy deadline’ów. Ale czasem warto zrobić coś, czego efekty zobaczysz… za 10 lat.
- Zaufanie do procesu – nie wszystko da się kontrolować. Ale jeśli coś robisz z intencją, konsekwencją i szacunkiem – są szanse, że wróci.
- Danie sobie szansy – wiele projektów nie rusza, bo nikt nie daje im nawet cienia szansy. Jak ten list. Nie miał gwarancji sukcesu – ale został wysłany. I to wystarczyło.
Co możemy z tego wziąć dla siebie – jako liderzy, twórcy, ludzie?
Zrób czasem coś, co nie daje natychmiastowego efektu.
Potraktuj „mały projekt” jak coś ważnego – nigdy nie wiesz, jaki będzie jego wpływ.
Dotrzymuj zobowiązań – nawet jeśli nikt Cię nie rozlicza.
I – jeśli możesz – daj sobie szansę na coś dobrego. Nawet jeśli nie masz pewności, że się uda.

A Ty?
Zostawiłeś kiedyś wiadomość dla siebie z przeszłości?
Albo zrobiłeś coś, co wróciło do Ciebie po latach – lepsze, dojrzalsze, ważniejsze?
Podziel się w komentarzu. Bo czasem te najcenniejsze „projekty” to nie te mierzone w deadline’ach i budżetach, ale w wartościach, które niosą.
Potrzebujesz nowej perspektywy w projekcie, który utkwił w martwym punkcie?
Pomagam organizacjom i liderom spojrzeć na złożone projekty z innej strony.
Zdiagnozować. Zadziałać. Dowozić.
Umów się na bezpłatną konsultację – zobaczmy, jak mogę pomóc Twojemu zespołowi ruszyć do przodu.





